Ostatnimi czasy rozpętała się w naszym kraju prawdziwa batalia skierowana przeciwko Google. Zaczęło się od cenzury, teraz przyszła pora na permanentną inwigilację.
Z uwagą przeczytałem tekst RAFiego, poświęcony jego osobistym przemyśleniom dotyczącym gromadzenia przez Google różnorakich danych na temat osób korzystających z usług oferowanych przez tą firmę. Zastanawia mnie jedno - dlaczego w mentalności Polaków tak głęboko zakorzenione jest sięganie wzrokiem do sąsiadów, a niedostrzeganie syfu na własnym podwórku?

Zarówno wspomniany RAFi, jak i wielu jego rodaków, wykazuje oburzenie na samą myśl o tym, że ich (jakże cenne!) dane osobowe trafiają do firmy, której kapitał jest tak wysoki, że na pewno jest ona dofinansowywana przez rząd USA (tak, wiem, że ten scenariusz nadaje się conajwyżej na kiepski film sensacyjny). Krzycząc na Google (firmę, która ma w głębokim poważaniu dane osobowe tak mało znaczącego w świecie narodu, jak Polacy) RAFi nie zauważył jednak, co dzieje się na jego (i naszym) własnym podwórku.
Mamy największą polską grupę firm branży IT (nazwijmy ją w skrócie grupą P.), która z racji realizowanych przez siebie projektów ma (lub w każdej chwili może mieć) dostęp do absolutnie wszystkich danych osobowych absolutnie wszystkich Polaków. Co więcej - firma ta jest w pewnym sensie finansowana przez rząd (wprawdzie nie jest to rząd USA, więc historia nie ma już tego smaczku…). Jak? A tak, że wspomniane kontrakty są w sporej części finansowane z pieniędzy państwowych (np. ministerstwa) lub podmiotów będących własnością Skarbu Państwa. Oczywiście wszystko rozgrywa się w przetargach, tak więc o jakiejkolwiek nieuczciwości nie może być mowy.
Do czego zmierzam? A do tego, że grupa P. ma (lub może mieć) dostęp do danych takich podmiotów, jak np. ZUS czy PZU. Nie muszę chyba nikomu tłumaczyć, że ZUS posiada kompletne informacje na temat nas i (po części) naszych dochodów. I co - tego nikt się nie boi? Nie. Ale za to boimy się Google zza oceanu…

Sam fakt posiadania jakichkolwiek danych nic tak naprawdę nie daje. Prawdziwą siłą jest dopiero umiejętność ich wykorzystania w sposób przynoszący jakiekolwiek korzyści. Jeśli ktoś wierzy, że Google ma jakiekolwiek złowieszcze plany związane z wykorzystaniem danych osobowych Polaków, to powinien zacząć martwić się o swoje zdrowie. Tym bardziej, że o wiele większe zagrożenie tego typu czai się tuż za rogiem.

P.S. Dla jasności - nie wierzę, że grupa P. zdecydowałaby się na użycie swoich możliwości w zakresie pozyskania tak olbrzymiej bazy danych osobowych. Ten tekst ma na celu jedynie uzmysłowienie co poniektórym narwańcom, że czasem warto spojrzeć pod własne nogi zamiast podglądać sąsiada przez okno.

kategorie: Internet, Ogólnie

[ komentarze: 9 ]

9 Responses to “Google ganicie, swego nie znacie…”

  1. RAFi Says:

    Pragnę zauważyć, Toszcze, że nie chodzi tu o moje podwórko, o moje dane. Raczej teoria przedsięwzięcia na skalę globalną. I oczywiście pamiętaj, że to tylko moje PRZYPUSZCZENIA, a zapewne tekst wziąłeś za bardzo serio i nie zauważyłeś, iż są to po prostu hipotezy. Co do ZUS, to wyjaśniłem u siebie.

  2. Toszcze Says:

    Pisząc “o podwórku” nie miałem na myśli Ciebie, ale Polaków w ogóle.
    I zdaję sobie sprawę, że to tylko Twoje przypuszczenia. ;) Moja odpowiedź jest spowodowana brakiem podobnych przypuszczeń co do analogicznych możliwości w Polsce.

  3. RAFi Says:

    No właśnie, na naszym podwórku nie ma alternatywy dla ZUS, jesteśmy, jak już zauważyłem wcześniej, jego niewolnikami. I nie mamy wpływu na zaprzestanie operowania danymi przez jedyną-słuszną firmę fundującą wpływowym politykom sowite kieszonkowe. Tak, jak w przypadku Google, mogę przestać z niego korzystać, tak w przypadku ZUS, musiałbym zmienić obywatelstwo i przestać w tym kraju mieszkać.

  4. Toszcze Says:

    Więc czemu obawiasz się inwigilacji ze strony Google, a ze strony grupy P. nie? ;)

  5. RAFi Says:

    Oj Toszcze, Toszcze. Nie żartuj sobie i nie pisz, że nie wiesz. :)

  6. Toszcze Says:

    No nie wiem - oświeć mnie. ;)

  7. RAFi Says:

    Eh, robisz to celowo.

    Cóż, jak już zauważyłem na ZUS jestem skazany, na Google nie. Czy się obawiam inwigilacji Googla, czy też innej firmy? Jak MEN IN BLACK, będą chcieli zdobyć o mnie dane, to będą je zdobędą. I nie pomoże to, czy wyjadę na Alaskę, na Makczupikczu, czy udam sie do Tybetu. Chodziło mi tylko o postawienie hipotezy, która tak, jak przypuszczałem, podzieli komentatorów na dwa obozy. Zwolenników Google, jak i tych, którzy powątpiewają w DARMOWOŚĆ ich usług. Czy coś jeszcze? :)

  8. kuba Says:

    a ja z kolei zauwazylem (bo socjologizowanie lezy w naturze polakow tak samo gleboko jak filozofowanie), ze polacy lubia duzo narzekac na polakow okazujac w ten sposob jakies dziwnie polskie kompleksy.

    poza tym, istnienie jednego zla nie moze byc tłumaczeniem uprawniającym istnienie zła kolejnego. to podstawa zasada etyki. trudna jak widze do zrozumienia. (i prosze nie chwytac sie kurczowo slowa “zlo” bo rownie dobrze mogloby to byc “uchybienie” lub uzywajac eufemizmu - “postawa niekoniecznie wzniosła”)

    pozdrawiam

  9. Toszcze Says:

    RAFi: wystarczy. ;) Mam wrażenie, że piszemy o czymś innym, mimo że obracamy się wokół części wspólnej - czyli zbieraniu danych. ;P

    kuba: Polacy narzekają na Polaków z prostej przyczyny - jest na kogo (i na co) narzekać. ;) Kto wybrał naszego aktualnego prezydenta? Kto daje tak wielkie poparcie ojcu Rydzykowi? Przecież nie kosmici… ;)
    I nie tłumaczę istnienia jednego zła innym. Po prostu chciałem zwrócić uwagę na coś, co najwyraźniej wielu ludziom (bijącym na alarm w sprawie Google) umyka.

Leave a Reply