Na co komu nowy Firefox?     18.10.2006

Jakieś dwie godziny temu Firefox poinformował mnie o fakcie istnienia wersji 2.0 RC3 i konieczności “samoaktualizacji”. Oczywiście aktualizację wykonałem - zgodnie z zasadą “jeśli coś istnieje w wersji wyższej, niż ja używam, to koniecznie muszę to zaktualizować”. ;) Zmian “na oko” nie zauważyłem, ale ponieważ mowa o wersji RC (Release Candidate), to jest to całkiem normalne (poprawiane są tylko błędy, a nie są wprowadzane zmiany funkcjonalne). Powody, dla których w ogóle zdecydowałem się na używanie Firefoxa, są dość zagmatwane, ale być może co nieco wyklaruje się w dalszej części niniejszego tekstu. Nie to jest jednak głównym jego wątkiem - traktować ma on bowiem o ludziach, którzy czekają na FF 3.0.

Inspiracją był znaleziony na forum serwisu MozillaZine wątek, w którym pewien użytkownik pytał o termin wydania Firefoxa 3.0. Przytaczał niezgodności terminów występujące pomiędzy oficjalną roadmapą a różnymi (bliżej nieokreślonymi) publikacjami, które to niezgodności obudziły w nim niepokój o dalsze losy “ognistego lisa”.
Zastanowiła mnie w tym jedna rzecz - po co temu użytkownikowi Firefox 3.0 (tym bardziej, że - zgodnie z sygnaturą - używa aktualnie “tylko” wersji 1.5.0.7)? Czy wie on w ogóle, jakie nowości będzie zawierać “trójka”? Wątpie - sądzę bowiem, że nawet sami developerzy nie mają jeszcze jednoznacznych informacji na ten temat. Czy aż tak więc działa na co poniektóre osoby “magia liczb”, objawiająca się w fascynacji coraz to wyższymi numerkami wersji? Czy tak bardzo ów użytkownik potrzebuje nowości w FF 3.0 i Gecko 1.9? Najwyraźniej tak. Czy zdaje on sobie w ogóle sprawę, że te “nowinki” przez pierwsze kilka/kilkanaście miesięcy będą wykorzystywane jedynie na stronach demonstrujących nowości w FF 3? Pewnie nie.

A dlaczego ja używam Firefoxa? Do niedawna byłem nie tyle przeciwny, co dość mocno zniechęcony do tej przeglądarki. Niechęć ta była spowodowana głównie przez “czarny PR”, jaki serwuje nam znaczna część polskiej społeczności Firefoxa, która często w swoich działaniach jest bezkrytyczna lub wręcz ociera się o fanatyzm. Poza tym linia 1.5.x nie zachwycała mnie, głównie przez swoją powolność i niepasujący mi interfejs. W linii 2.0 sytuacja uległa znaczącej poprawie, co skłoniło mnie do porzucenia Opery na rzecz “liska”. Spora liczba dostępnych dodatków również nie pozostaje bez znaczenia, a wręcz jest sporym atutem. A poza tym w pewnym momencie przestał mi działać Internet Explorer (którego używałem w połączeniu ze świetną nakładką Maxthon), więc niejako zostałem zmuszony do korzystania z alternatywnych przeglądarek. ;)

Niezdecydowanym polecam więc zainstalowanie Firefoxa 2.0 i sprawdzenie, czy idzie on w kierunku, który Wam odpowiada. Nie można bowiem z góry zakładać, że FF jest dobry i koniec - być może nie spełnia on czyichś oczekiwań w stosunku do przeglądarki. A w takim wypadku zawsze jest wybór. I ten wybór wcale nie ma na imię Firefox.

kategorie: Internet, Software

[ komentarze: 6 ]

6 Responses to “Na co komu nowy Firefox?”

  1. c0m4r Says:

    Każda przeglądarka ma swoje uroki, pewne rzeczy np. przy budowaniu strony internetowej należy zrobić inaczej (utrudniając sobie życie), tylko dlatego, że w Operze coś się sypie, ale równie dobrze można to samo powiedzieć o ff czy ie. Jeśli zaś chodzi o funkcjonalność przeglądarki to moim zdaniem przeważa opera, ale nie przekonuje mnie interface opery, jak dla mnie strasznie upstrzony, w przeciwieństwie do FF, którego interface jest tak prosty jak w ie, tyle, że znacznie rozszerzony.

    Sądzę mimo wszystko, że FF idzie w dobrym kierunku.

  2. Seban Says:

    Z czym się na pewno zgodzę: Firefox ma swoich fanatyków, którzy bezkrytycznie wielbią ten program.

  3. pawlik Says:

    Bu, porzuciłeś operę dla firefoksa? Shame on you, dude … ;)

  4. wess122 Says:

    Maxthon naprawdę jest dobry.
    IE też dobry
    FF też dobry
    Opera też dobra
    A tak naprawdę zawsze cos brakuje ……

  5. Maciek Says:

    Używam Firefoxa już prawie 2 lata, to była dla mnie kwintesencja przeglądarek internetowych. Użytkownik sam decydował jakie chce rozszerzenia i motywy, tym samym tworzy przeglądarkę ‘pod siebie’ i nie musi się sugerować ‘jedynymi słusznymi’ rozwiązaniami jak np. w IE.

    I wszystko było pięknie, do momentu wyjscia FF2. Obecnie operuję na FF 2.0.0.1 i to co obserwuję to istny dramat w V aktach. Nowy FF jest wolny jak nigdy przedtem i nie dość, że zamula system, to jeszcze sam lubi się przyciąć (np. gdy otworzy się trochę więcej zakładek- tego problemu nie było w wersjach 1.5x).
    Mój komp nie jest już może demonem prędkości, ale uważam, że procek 2,2GHz i 1GB DDR RAM powinno chyba starczyć do obsługi przeglądarki internetowej! Niestety, na świeżej instalce Windowsa XP (z wyłączonymi wodotryskami i innymi zbędnymi śmieciami, ktore tylko pochłaniają pamięć), po jakiejś godzinie pracy z FF widzę ogromne spowolnienie systemu i zaglądając w procesy okazuje się, że FF obciąża procka w 97%-99% i zżera grubo ponad 170000 K pamięci !
    To istna tragedia i pomimo przyzwyczajenia i sympatii do tej przeglądarki, chyba będzie się trzeba przesiąść na coś innego. Może Opere?

  6. Maciek Says:

    btw. Ale zanim zmienię przeglądarkę, poczekam jeszcze na wersję finalna- stabilną. Może ludzie z Mozzili poprawią to co popsuli :)

Leave a Reply