Poszanowanie praw autorskich w Polsce

Raz na jakiś czas sprawdzam w Google, kto znowu zamieścił bez mojej wiedzy i zgody napisany przeze mnie jakiś czas temu opis oprogramowania cPanel. Zgadzam się, że nie jest on ani kompletny, ani szczególnie aktualny. Nie zmienia to jednak faktu, że trochę się nad nim napracowałem i opisałem jasno zasady, na jakich można go sobie za darmo wykorzystywać. Przyznaję, że (na oko) 90% firm czy osób stosuje się do moich zaleceń albo przynajmniej pyta o zgodę na lekkie ich naciągnięcie. Pozostaje jednak niechlubne 10%. Osoby te (bo trudno nazwać “firmami” twory sprzedające serwery wirtualne na resellerach i mieszczące się w mieszkaniu rodziców) jak gdyby nigdy nic udają, że opis jest ich autorstwa, nie zamieszczając żadnej informacji o pochodzeniu tekstu. Mając na uwadze, iż wykorzystują go do celów komercyjnych (głównie w pomocy dla klientów), jest to nie tyle nieetyczne, ale wręcz niezgodne z prawem.

Kilka miesięcy temu zadawałem sobie jeszcze trud pisania do naruszających moje warunki podmiotów. Uznałem jednak, że szkoda na to mojego czasu, a niejednokrotnie i nerwów. Wytłumaczenie w stylu “Zamieściłem Pana opis bez podania linku do źródła, bo pisałem do Pana w tej sprawie, ale Pan nie odpisał” doprowadzało mnie do białej gorączki (tym bardziej, że delikwent nie poczekał nawet 12 godzin na moją ewentualną odpowiedź). Wystarczy wpisać w Google jakiś charakterystyczny fragment tekstu aby znaleźć conajmniej kilka serwisów, które zamieściły go w formie niezgodnej z moimi warunkami. No i co? No i nic. Jestem frajerem, który udostępnił coś za darmo, a mimo to go okradają.

Szczytem bezczelności była próba sprzedawania wspomnianego opisu na Allegro (cena: 9,99 zł). Na szczęście jeden z dwóch “szczęśliwych” nabywców poinformował mnie o tym procederze, co zaowocowało dłuuugą i totalnie abstrakcyjną dyskusją ze sprzedawcą, który okazał się być dzieciakiem (cytuję: “Usunę aukcję rano, bo mama już śpi, a tylko ona zna hasło do konta na Allegro.”). liczącym na łatwy i szybki zarobek (o ile zarobkiem można nazwać sprzedanie kilku kradzionych tekstów po 9,99 zł za sztukę…).

Po co to w ogóle piszę? Trochę z frustracji, trochę ku przestrodze dla innych ambitnych i chcących coś zrobić dla ludzkości. A głównie po to, aby pokazać, że w Polsce łamanie praw autorskich nie polega tylko na ściąganiu z nielegalnych źródeł czegoś, za co normalnie trzeba byłoby zapłacić, ale również na nielegalnym wykorzystywaniu czegoś, co zostało udostępnione za darmo. I tutaj na nic zdadzą się naiwne tłumaczenia, że “nie stać mnie, bo to jest za drogie, więc kradnę”. Więc może to po prostu nasza polska mentalność złodzieja?…

Liczba komentarzy: 3 »

  1. Maciej Pawłowski napisał(a):

    15 luty 2007 @ 00:25

    9,99 zł…
    E, cena nie jest zła, nie masz co narzekać. Za taką kwotę na webhelpie dostaniesz serwis z autorskim cmsem i aliasem prv.pl… ;)

  2. toszcze napisał(a):

    15 luty 2007 @ 00:40

    Może i tak, ale te 9,99 nie szło do mnie. ;)

  3. Seban napisał(a):

    17 luty 2007 @ 20:51

    Chciałoby się powiedzieć: ,,życie”. Ale masz rację to nic przyjemnego zobaczyć swoją robotę podpisaną przez kogoś innego i jeszcze próbującego na tym zarobić. Wszędzie powszechna jest metoda kopiuj-wklej, podpisz swoim nazwiskiem. Może wśród ludzi panuje świadomość ,,koleś dał za darmo - nie chce zarobić, nie chce on zarobić to ja zarobię?”

RSS dla komentarzy do tego wpisu · Adres TrackBack

Zostaw komentarz